Poczytuję:

4 godziny na dobę
dmuchawce latawce
eskapista
Miszelkowy schowek
ZOO Ani
Kartonki
Boli Blog
świętojanki
ZUCH próbuje rysować


Kontakt
mój e-mail

RSS
niedziela, 20 maja 2012

... odkryła Pyza całkiem niedawno.

Postanowiliśmy zmienić jaskinię, no bo pająki, mało miejsca i inne czynniki - w skrócie, nasze 50 metrów kwadratowych przestało nam wystarczać. Jak powiedziałam mojej szefowej - wiem, co nas czeka - liczne wizytacje, poszukiwania i dziury w całym.

Ostatnio wylądowaliśmy pod Poznaniem. Pyza zobaczyła hałdę piachu i zaczęła w niej ryć. Pan kierownik budowy podszedł do naszej grupy (ja, MM, pan pośrednik) i spędził pięć minut na obserwacji naszego potomka, który niezrażony zaczął ustawiać prowizoryczny płot z połamanych patyczków, która to przeszkoda zdolna by była powstrzymać najwyżej armię żuków.

Pan pośrednik wyłuszczał plusy.

My wskazywaliśmy minusy.

Hałda piachu (założę się, że pełna różnych różności niewskazanych dla dziecka) ewoluowała w wielonogiego, rozpłaszczającego się stwora będącego zapewne prototypem kosmicznej kolonii na Marsie.

Pan kierownik budowy kiwał się na obcasach by w pewnej chwili, pełnym zadowolenia głosem (na zasadzie "ja też") obwieścić:

- Wszystkie dzieciaki uwielbiają place budowy, prawda, mała? Widziałaś betoniarkę?

Pyza ma nową pasję. Powrót do Poznania był niczym transport rozjuszonego, pełnego żalu za utraconym szczęściem tygrysa wiezionego z dżungli do szarego Londynu. Tylko bez klatki.

20:34, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 maja 2012

MM: Nad kiblem zamieszkał olbrzymi pająk.

Ja: I dałeś mu żyć?

MM: Jestem pewien, że poluje na te małe rybiki, które strasznie mnie wkurzały.

Ja: No... Ale ty nie lubisz wszystkich małych zwierzątek.

MM: To duży pająk. Nie jest małym zwierzątkiem.

...

Pająkowy awans na duże zwierzę zapewnił pająkowi spokojny żywot w naszym kiblu.

13:03, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2012

Końcówkę długiego weekendu spędziłam w małym miasteczku godzinę drogi od Poznania (ja prowadziłam! Do MM zadzwoniłam tylko raz, żeby zapytać jakie paliwo wlać do baku). Wyjazd był (prawie) babski, spędzałyśmy czas przemiło - w okrągłym domku w środku lasu. Przed północą niczym trzy wiedźmy siedziałyśmy przed kominkiem, pijąc leniwie drinki i gadając o rzeczach bardziej osobistych niż zwykle.

Pracuję w firmie, w której z jednej strony jest mnóstwo osób dzieciatych, wkrótce będziemy mieli przedszkole firmowe (nazwa wybrana z gry komputerowej), z drugiej strony - nikt nie boi się powiedzieć, że nie zamierza mieć dzieci ani teraz, ani później.

Z naszej trójki tylko ja mam dziecko; jedna z koleżanek wyznała, że kurwicy dostaje, gdy rodzina, znajomi i w zasadzie mnóstwo obcych osób zadaje jej pytania o plany prokreacyjne. Jak stwierdziła, w dużym mieście ma święty spokój, ale wystarczy np. spotkanie z osobami z liceum czy podstawówki, gdzie wszyscy są dzieciaci i zawsze pada nieśmiertelne pytanie: A ty kiedy zamierzasz urodzić?

Ja nie chcę, powiedziała nam, nie widzę siebie w roli matki, mam wielką pasję, której poświęcam mnóstwo czasu, siły i pieniędzy, poza pracą to właśnie jest moje życie. Nie chcę dzieci, bo wiem, że będę musiała z tej pasji zrezygnować. Mi nic nie brakuje w moim życiu, dlaczego inni tak się o to "troszczą"?

I przez to, na przykład nie pójdzie na spotkanie przyjaciół z liceum, bo nie wie, jak się zachować w wypadku takich pytań. Agresywnie? Tłumaczyć się ze swoich decyzji? Kłamać?

Ja + druga kumpela: Zapytaj ich, kiedy się rozwodzą. Rozwody to aktualnie popularny trend wśród naszych kumpli z liceum, którzy zaraz po szkole się pożenili :)

Temat rozwodów trzymał się nas jeszcze przez godzinę, a potem wypłynął w mojej rozmowie z MM. Niektórzy z naszych znajomych się rozwiedli, niektórych sprawy ciągnęły się długo i boleśnie, jeden z kumpli po prostu przyszedł do pracy i powiedział: rozwiodłem się, czym wprawił współpracowników w osłupienie.

Chociaż jestem mężatką i matką od kilku lat, nie czuję się mocno doświadczona w tych sprawach. Absolutnie nie czuję się jak bohaterka powieści J. Cooper mówiąca, że odkąd została mężatką, niezamężne dziewczyny w rozmowie wydaja się być takie niedoświadczone (i nie chodziło tylko o seks, tylko ogólnie o doświadczenie życiowe).

Może to jest jak z samochodem, gdy prowadzisz samochód i bez zgrzytów korków i łomotania w silniku dojeżdżasz z punktu a do b, to w sumie niewiele pedeków wpada za taką wyprawę. Jednak, gdy np. kończy się paliwo, a rozbawieni pasażerowie zaczynają się zakładać, czy aby rezerwa to 25 czy 50 km, czy jedziemy na oparach czy na farfoclach, gdy wszystkie stacje benzynowe wymiotło, to doświadczenie zdobyte w takiej podróży jest jakby bardziej odczuwalne. Albo, gdy trzeba wyjechać z rowu, który poprzedniego dnia był dróżką ale po ulewie zmienił się w bajoro dla wszystkich okolicznych żab, a trzech facetów naraz próbuje udzielać wskazówek?

Czy bardziej doświadczoną w kwestiach związków jest osoba, która ma ich za sobą dziesięć (jak mówi moja znajoma: świetnie znam się na rzucaniu palenia, próbowałam dziesiątki razy), czy osoba, której w tym roku "stuknie" 15 rocznica* pierwszej randki?

 

*- Wiesz ssskarbie, marzy mi się pierścionek z zielonym oczkiem :)

- A nie wystarczy Diablo 3?

- Takkk...! Skąd wiedziałeś?

- Ostatnio dopływ fajnych gier na nasz rynek powoduje, że nie muszę się martwić o to, jaki prezent Ci sprawić.

Czasem myślę o tym, żeby być bardziej tajemniczą i w ogóle, coś w rodzaju Peggy Lee, która skłania mężczyzn do biegania za biżuterią, futrami itp. No, ale przecież, no... co tam diamenty, Diablo najlepszym przyjacielem kobiety.

A na deser: Pyza wiosną :)

pyza wiosna

 

13:56, julkanabalkonie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 maja 2012

Kładę Pyzę spać. Oczywiście najpierw musiałam złapać nagusa, który uciekł z wanny (powinniśmy chyba zamontować barierki, ucieczka zajmuje jej sekundę), wytrzeć, uciszyć lament o kotka itp.

Zważywszy na fakt, że za sobą mieliśmy wymagający dzień z urodzinkami zaprzyjaźnionej trzylatki (impra była zacna!) a Pyza wyła jak wyjec gdy wracaliśmy, bo było jej za mało, to... no, wiecie. Marzyłam o kilku spokojnych chwilach przy mordowaniu gethów.

Ja: Pyza, jedziesz po bandzie. Uspokój się, bo będziemy prać.

Pyza (pełna zgrozy): Nie... Ja nie chcę być mokra...!

Pyza kilka dni temu przeżyła traumatyczne chwile, gdy wrzuciła pluszowego tygryska do wanny pełnej wody.

Trzeba było go suszyć. Po przypięciu klamerką do sznurka na balkonie.

Za uszko.

Pranie ma przykre konsekwencje.

08:24, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 maja 2012

Byliśmy całą ekipą na wyjeździe majowym w Czechach, w Jeseniku, bo, jak się okazało, było tam jeszcze mnóstwo wolnych miejsc (bo sezon się nie zaczął).

Gdy ekipa, złożona z 6 dorosłych plus 2 rozbrykanych kilkulatek zawitała do restauracji czekały na nas złowione "przed chwilą" pstrągi, pieczona papryka i różne inne cuda. Plus jasne piwo, rzecz jasna. A dodatkowo... książeczka z puzzlami, bajeczki, piłki do skakania na trawniku.

Szef kuchni przyszedł zapytać, czy może dać pannom po cukierku, dorosłym przyniósł 2 butelki wina własnej roboty gratis - bo przyjechaliśmy tak poza sezonem, widocznie myślał, że nam zimno będzie :)

A po kolacji zaprosił nas na palenie czarownicy, bo to noc Walpurgii była, a jak powiedział - w Jeseniku wiele czarownic spalono swego czasu. Podwórko było niezbyt "reprezentatywne", ale, jak się okazało, cała rodzina właścicieli robiła to ognicho głównie dla siebie, a nas po trosze "adoptowali", bo nocowaliśmy po sąsiedzku.

Wszyscy wujkowie po kolei biegali z dziewczynkami wokół ogniska, wszystkie dostępne patole zostały zgarnięte i spalone.

Pyza padła jak ściereczka, pięć sekund po tym, gdy usiłowała mnie zaciągnąć do wykonania kolejnej rundki wokół ogniska, a ja podstępnie poprosiłam "tylko jeszcze na chwilę przytul się do mnie, poczekaj, aż zjem ten pyszny kąsek serowy i zaraz będziemy biegać" :)

Dużo po 21 (czyli sporo po porze zasypiania) niosłam sztywną ze zmęczenia, śpiącą niczym kamienny rycerz Pyzę do domu. Brudny pyszczek, umazane łapki, buty pełne trawy, chaszcze we włosach.

Noc Walpurgii była naprawdę udana :)

A dla zainteresowanych:

http://www.penzion-bela.cz/cs/fotogalerie

12:39, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 kwietnia 2012

Zasypianie Pyzowe.

Wczoraj była moja kolej na usypianie. Mokry nagus sam wylazł z wanny i popędził do łóżka, po złapaniu uciekiniera nastąpiło wycieranie, tulenie, drapanie plecków. Gwiazdki na niebie nie widać, bo chmury zasłoniły niebo nad Poznaniem.

- Mamo, opowiedz mi bajkę - prosi Pyza.

- Ok, opowiem ci bajkę, jak kot palił fajkę - zaczynam, zadowolona, że włączę autopilota i mam usypianie  z głowy. Pyza jakieś dwa miesiące temu codziennie domagała się tego wierszyka, którym, swoją drogą, usypiał mnie dziadek.

- Nie! Ja chcę inną bajkę.

Fuck.

- A o czym ma być ta bajeczka?

- O słoniu!

- ???? - skąd u licha ciężkiego... - Pyzo, ale ja chyba nie znam żadnej bajeczki o słoniu.

Na to Pyza dziarsko i z entuzjazmem:

- Spróbuj mamo, na pewno sobie poradzisz!

...

MM kwiczał z radości, powiedział, że on zawsze opowiada Pyzie bajeczki typu: był sobie miś, który odwiedził swojego przyjaciela zajączka. Małego, puchatego i bardzo miłego. Bajeczki ze zwierzątkami i dużą ilością relacji. Akcja nie jest ważna :)

12:03, julkanabalkonie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 kwietnia 2012

Pyza pokazuje mi swoją książeczkę z dinozaurami, na tle sielskiego widoczku z wodospadem i palmopodobnymi skrzypami przechadzają się różnorakie dinozaury.

- To jest mama - skazuje na stegozaura.

- A to tata - określa rolę diplodoka - a ich dziecko jest tu (Otniella, wielkościowy odpowiednik kota w naszej rodzinie)

- Wiesz, kochanie, ale te dinozaury razem nie mogą mieć dziecka. To są dwa różne dinozaury, tak jak kotki i pieski nie mogą mieć wspólnie małego szczeniaczka.

Pyza zastanawia się przez chwilę po czym stwierdza:

- Dobrze, to jest dziadziuś i babcia, tak? Oni też nie mają dzieci. Tak?

Argh... najwidoczniej dziadziuś i babcia mogą mieć tylko wnuczki :)

13:05, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 kwietnia 2012

- Mamo! Poomóz mi ratować kucyka!

- A co się stało z kucykiem?

- Spadł za kanapę

Przez dłuższą chwilę zerkamy w zakanapową dziurę, lęgowisko pająków, kurzu i książek, na które nie ma miejsca na półkach. Drugi z pyzowych kucyków leży obok i z obawą w narysowanych ślepkach obserwuje rozwijającą się akcję ratunkową.

- Trzeba odsunąć kanapę - oznajmiam po chwili.

Gdy ja odsuwam mebel Pyza pędzi po miotłę, gdyż sytuacja z wyciąganiem różnych rzeczy z trudno dostępnych miejsc jest Pyzie świetnie znana. Odsuwanie, wymiatanie, wrzask radości na widok kilku znalezionych spinek.

Po chwili zakurzony lecz cały kucyk jest uratowany.

..........

Po chwili...

- Mamo! Uratuj drugiego kucyka!

Obawy drugiego kucyka były jak widać uzasadnione....

15:45, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2012

Już dawno wciągnęłam Pyzę w gotowanie, pieczenie itp. Na początku było mnóstwo rozsypanej mąki, pisków, wrzasków i chęci wielogodzinnego mieszania, co dla ciast nie było wskazane. Teraz córeczka jest małą pomocnicą: świetnie miesza, asystuje i wbija jajka. Wycinanie pierniczków, a potem lukrowanie ciastek na choinkę - to dopiero był czad. Polecam każdemu! Pyza malowała też jajka :)

 

g1

Gotowanie jest ciekawsze niż np. to, że rodzice siedzą przy komputerze (choć Pyza poznaje już podstawy worda :))). A małe dzieci lubią, gdy coś się dzieje. W najbliższym czasie planuję obsadzenie balkonu kwiatkami (kilka dni temu usłyszałam od pani ze szkółki, że "Pani! Przymrozki! Jeszcze nie mamy nic na balkon").

g2

Chcę też zaszczepić jej chęć do robienia czegoś, z czego "nie ma żadnego pożytku". Nie wiem, czym będzie się interesowała, czy jej hobby będzie wirtualne, czy nie. Gotowanie teraz nie jest koniecznością, jednak będę zadowolona, gdy Pyza będzie znała jakieś zajęcie "rzemieślnicze". No i ta "bezinteresowność". Gdy siedziałam w redakcji, do pasji doprowadzały mnie teksty: może i bym coś napisał, ale co z tego będę miał? Grrr... gdybyś był Grzędowiczem, to jak najbardziej, złoto, wieczna chwała, nagie hurysy odkurzające klawiaturę itp. Wróć, gdy Twój pierwszy tekst będzie miał choć jedno zdanie podrzędnie złożone bez konieczności wiwisekcji. Tak, czasami robimy coś, z czego nic nie mamy. Nic, tzn. kasy.

g3

Pieczenie ciasta jest... no, nieopłacalne. Pieczesz, za chwilę zmywasz naczynia. Jednak jest to krótkodystansowy efekt, który potrafi poprawić humor i nie chodzi tu o spożyte kalorie, ale to, że w krótkim czasie masz efekt własnej pracy. Osiągasz cel w jedno popołudnie. No i takie tam.

g4

W każdym razie jest to tez niezła zabawa. Trochę frustracji obopólnej - bo ja drę japę, żeby nie jadła surowego ciasta, ona - bo bardzo chce.

g5

Wiem, że moje wypieki pierogi itp. są pyszne, jednak Pyza, mimo aktywnego uczestnictwa, nie chce jeść potraw więcej niż dwu-trój-skłdnikowych (w przedszkolu jakoś je!). Ale nawet w tym przypadku ma całkowitą dowolność. Mam nadzieję, że kiedyś przemówi do niej woń sosu czosnkowego :)

g6

Ale nigdy nie zapomina, by nakarmić swoje tygrysy, dinozaury i robale. 

 

Przepis na pierożki wzięłam stąd Były przepyszne!

11:24, julkanabalkonie
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 kwietnia 2012

Pyza, odziana w stworkową piżamkę, z wypuszczoną z uwięzi miotłą włosów wokół buzi, w zasadzie gotowa do snu, z misiem, kocykiem itp. Nagle zrywa się i odsuwa roletę z okna.

- Chcę popatrzyć na gwiazdę - oznajmia.

ok.

- Kto powiesił tam gwiazdę? - zabija mnie następnym pytaniem i gdy motam się w podstawach astronomii na poziomie podstawówki, wpatruje się w okno zadając doprecyzowujące pytania typu: na pewno daleko? a mogę tam pójść itp.

W końcu oznajmia:

- Gwiazdy boją się smoków. (Pyza na zmianę boi się smoków i je lubi, teraz jest chyba w fazie bania)

Czując, że wchodzi na bardziej mi znane podwórko fantastyki zapewniam ją:

- Skądże znowu! Smoki nie zbliżają się do gwiazd i gwiazdy świetnie o tym wiedzą. Gdyby smok połknął gwiazdę, ta zapaliłaby mu się w brzuszku. A smoki, moja kochana, nie są takie głupie.

- Naprawdę?? - podskakuje z wrażenia

- Tak. (ale czuję wyrzuty sumienia)

- Mamo nie śpij! - domaga się dalszej dyskusji i czuję, że znów wrócimy na mniej znane mi tematy - a gwiazdy latają?

Wracam do mętnych zasad ruchu gwiazd i planet.

- A kiedy śpią?

Och, jej. Ale najważniejsze, ze dzięki gwiazdom smoki trzymają się z daleka.

21:05, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42