Poczytuję:

4 godziny na dobę
dmuchawce latawce
eskapista
Miszelkowy schowek
ZOO Ani
Kartonki
Boli Blog
świętojanki
ZUCH próbuje rysować


Kontakt
mój e-mail

RSS
wtorek, 03 stycznia 2012

MM: Kochanie, widziałaś Scotta Pilgrima?

Ja: Nie.

Pyza: Nie!

....

Bardzo nas to rozbawiło z dwóch powodów. Po pierwsze nasza córeczka reaguje na wszelkie kochanie, skarbie itp. Może dlatego w filmach i wielu domów mówi się: tatusiu, mamusiu, nawet między rodzicami. Rzadko mówiłam do MM w domu po imieniu, zazwyczaj to było właśnie: kochanie.

MM rezerwował dla mnie także: Dziobku :)

Po drugie, Pyza często zapobiegawczo mówi nie, gdy z kontekstu pytania wynika, że moglibyśmy czegoś wymagać od Jej Pyzowatości a ona aktualnie nie chce, byśmy zawracali jej głowę. Kochanie, kąpiemy się? Idziemy na spacer? Kochanie, to twoje rysunki naścienne??? (retoryczne)

Swoja drogą, Pyza zaczęła budzić się w nocy i nie chce zasnąć. W zasadzie bez płaczu (co sugerowałoby koszmary), czasem z niepokojem. Najczęściej idę do niej, razem zasypiamy (co trwa) i powoduje wkurw u MM, który nie lubi gdy tak znikam z łóżka.

Tak, wiem, są rodzice, którzy mają nieprzespane noce od chwili narodzin potomka, ale nasze dziecko przyzwyczaiło nas do tego, że w nocy śpimy. Wszyscy. Wyczytaliśmy, że to przechodzi z wiekiem, ale, no, jakieś to takie ogólnie denerwujące.

14:33, julkanabalkonie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 grudnia 2011

Jak najjaśniej świeć choinko

malym córkom, małym synkom,

dużym tatom, mamom, bliskim.

Świeć choinko -

wszystkim, wszystkim!

 

Pyza nauczyła się - przy wybitnej pomocy niani - wierszyka i recytowała go przy odpowiedniej zachęcie. Poziom lansu, jaki przy tym osiągnęła, uświadomił jej, że bycie gwiazdą jest fajne i czasem recytuje go sama z siebie. Gdy pierwszy raz usłyszałam, jak recytuje go w całości, cieniutkim pyzowym głosikiem, zjadając spółgłoski, miałam poczucie dziwacznej nierealności i gęsią skórkę na karku.

 

Tak, czy inaczej - Wszystkim, wszystkim!

09:36, julkanabalkonie
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 grudnia 2011

Gdzie w dzień sypia Pan Kot?

Jak smakują polizane włosy?

A polizana szyba, na której ktoś wcześniej wymalował świecową kredką kółka?

Dlaczego na niektóre rzeczy należy mówić dodidenie?

Dlaczego niektóre spineczki leżą pod szafką?

Dlaczego kółko graniaste jest najzabawniejsze wtedy, gdy rodzicom zbiera się na wymioty?

Skąd żywiołowa miłość pyzowa do dinozaurów?

Dlaczego teraz mandarynki, grejpfruty już nie a pomarańcze nigdy i na pewno nie?

I gdzie do jasnej cholery jest mój tusz do rzęs bo we wszystkich miejscach poniżej metra na pewno nie?!

Odpowiedzi na niektóre pytania zna tylko Pyza i nie zamierza się nimi dzielić.

Tylko, kurde, dlaczego mój tusz????

19:23, julkanabalkonie
Link Komentarze (5) »
sobota, 19 listopada 2011

Kiedyś zdarzało mi się widzieć rodziców, bardzo mądrych rodziców, którzy kategorycznym tonem mówili do swoich córek mniej więcej tak:

- Nie hałasuj tak, dziewczynki tak się nie zachowują

- śmiejesz sie jak jakiś chłopczur, bądź trochę bardziej dziewczęca

- dziewczynki nie biegają za chłopcami (mowa o pięciolatce, która z patolem w ręku chciała dogonić brata i jego kolegów, bo wszyscy bawili się w policjantów i złodziei, podchody czy coś takiego)

- idź, pomóż mamie w kuchni, zmyjesz naczynia po obiedzie,

- posiedź z mamą i ciocią, chłopcy z rodzicami idą grać w nogę, ty tylko się ubrudzisz, przewrócą cię...

Te ładne sukienki na imprezach rodzinnych typu komunia czy wizyta świąteczna, ten zakaz wybiegania na podwórko na śmigus-dyngus, gdzie kuzyni z rykiem godnym jaskiniowców uganiali się za sobą.

To nie zawsze tak wyglądało, ale np. do dziś pamiętam, jak zeskoczyłam ze słupka i powiesiłam się na rąbku sukienki. Sukienka rozpruła się bardzo ładnie od rąbka do pasa. Krawcowa patrzyła na mnie jak na kryminalistę, który nie docenia ciężkiej pracy mamy i robi wszystko, by niszczyć śliczne, niedzielne sukienki, a jak wiadomo, materiał w kwiatki z nieba nie spada.

W każdym razie, postanowiłam sobie, ze Pyza będzie mogła biegać, hałasować i śmiać się rechotliwie. No, dobra, kupuję jej sukienki, ale jeśli je poplami i porwie, to wynik mojej słabości :)

Pyza także sprząta, co daje pewne nadzieje, że jednak będzie zamiatać podłogę i ścierać kurze, może nawet upiecze ciasto starym, schorowanym rodzicom (sushi, dodaje MM). Chociaż te szanse są raczej minimalne, no, sama chciałam.

Pyza udziela się we wszystkim, co powoduje zamieszanie, uwielbia rzucać się z łóżka na pościel, gdy zmieniam poszewki. Zakłada glany i biega za kotem. Naśladuje ryki dinozaura tak, że dostaję gęsiej skórki.

Nie pozuje wdzięcznie do zdjęć. Co dziwne, w restauracjach zachowuje się poprawnie, a gdy chce kogoś usunąć z drogi mówi zawsze: psieprasiam (sądzi, że to usuwa wszelkie przeszkody).

Dziś zabrała mi miotłę i trzymajać ją oburącz przed sobą zgarniała swoje klocki w kąt naśladując przy tym warkot ciężkiego sprzętu budowlanego.

Patrzymy na to z niejaką zgrozą.

- Może jednak są szanse, że wyrośnie z niej mała porządnisia...

- Raczej czołgistka. Lub operator spychacza.

12:33, julkanabalkonie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 listopada 2011

MM czyta TSOY.

Pyza ma nowy komplet klocków Duplo.

Nie wiem, co ma Pan Kot, ale często musi się baaardzo dopraszać o żarcie.

Jestem matką zaniedbującą dziecko w określonych sytuacjach. Na przykład, gdy wychodzi nowa książka Kinga, albo któraś część Mass Effect lub Diablo (to już niedługo!!!), to Pyza może się spodziewać, że wymamroczę jej kierunku krótkie idź do tatusia, lub do babci, dziadzia, czy, oj, ściągnij sobie coś ze stołu.

Kot, przyzwyczajony do tego, że w czasie czytania staję się totalnym antyspołecznikiem zawsze pakuje mi się na kolana, ponieważ prędzej czy później machinalnie, bez udziału świadomości moja wolna ręka zaczyna go drapać.

Przedwczoraj Pyza wdrapała się na mnie, wyłożonej na fotelu, swoje stópki wcisnęła między moje kolana, żeby mieć wygodne oparcie, pupę wmościła między oparcie a moje biodro a główkę wcisnęła mi pod pachę. Moja ręka bez udziału świadomości objęła małe ciałko córeczki i zaczęła ją drapać w boczek. Co kilka minut, przy przerzucaniu kartki zdarzył się nawet okazjonalny cmok w czubek główki.

No, przecież Pyza jest mądrzejsza od Kota (ona tylko mnie naśladuje, powiedział Kot).

Pyza odezwała się w końcu: Mamusiu, co tam cytas?

Nie byłam pewna, czy rozumie ideę bajeczek bez obrazków, więc pokazałam jej literki: na początek "o", łatwe do znalezienia kółeczko.

Pokazywała "o" paluszkiem. Hm... może ona sądzi teraz, że czytanie to szukanie "o" w gąszczu znaczków?

08:55, julkanabalkonie
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 listopada 2011

Babcia MM nas przechytrzyła :)

Na czas jej wizyty zaplanowaliśmy wizytę w Gołębniku. Jest to fajna kawiarnia, z zabawkami dla dzieci, z klimatem i bardzo dobrym jedzeniem. Zawsze mam ochotę na wszystkie te kawy i czekolady smakowe, i ciabaty, i sałatki są bardzo dobre, sama nie jadłam, ale ciasta mają bardzo dobre opinie (co w końcu wypróbuję, ale jak dotąd nie zdołałam zjeść wszystkiego na co miałam ochotę).

Babcia MM uwielbia kawiarnie, uwielbia klimat przystolikowy, ale, co najdziwniejsze, zawsze, ZAWSZE, znajdzie jakiś defekt. Nie awanturuje się, ale pełnym niesmaku, drżącym głosem starszej Pani, której ktoś okazał brak szacunku powie, ze kawa była bylejaka, niedobra, lub "to nie jest cappucino". Przez lata i my, i rodzice MM testujemy rozmaite kawiarnie, jednak w każdej coś jest nie tak.

Podczas ostatniej wizyty w Gołębniku, patrząc na Pyzę z wąsami z czekolady, powiedzieliśmy sobie: tu powinno być ok. Jest mnóstwo kawy, różnych rodzajów, kelnerki są bez fochów, wszystko ma klimat poduszkowo-serwetkowy. No, do niczego nie można się przyczepić.

Siedzimy przy stoliku, omawiamy menu, zachwalamy kawy, babcia MM nagle mówi, od jakiegoś czasu mam wielką ochotę na pierogi, pewnie tu nie ma. Zdziwiłam się, bo babcia jest wielbicielką słodkiego (dlatego przyjechaliśmy do wybitnie słodkiej kawiarni, po jednej czekoladzie w gołębniku mam podwyższony poziom cukru przez kilka dni!), ale przeglądam menu i tarrram! Są pierogi.

Pierogi były ładnie odsmażane, ale... "są niedobre" stwierdziła babcia odstawiając prawie nieruszony talerz.

Po tym, jak uporałam się z sałatką z tuńczykiem (oliwki dla Pyzy), bo po czekoladzie nie mogłabym zjeść już nic słodkiego, zagarnęłam jednego pierożka. Jak dla mnie mało słony (ale ja lubię rzeczy bardzo słone), ale z wyczuwalnym pieprzem, miękkim ciastem bez złogów i ogólnie bardzo ok.

Ja: Co z tymi pierogami jest nie tak?

Babcia: Są niesłodkie.

Argh...

15:09, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2011

Zapomniany słoik konfitur leżał w lodówce od lata. Wiśnie zostały "niedojedzone", jestem jedyną zjadaczką wiśni w tym domu, więc gdy ja nie dałam rady, groziło im wyrzucenie; z tego, co pamiętam, były na granicy fermentacji.

A co mi tam, pomyślałam, zasypałam cukrem, potem gotowałam z kardamonem, goździkami i wanilią. Wyszedł jeden słoik, jak to z konfiturami bywa. Bliżej niesprecyzowane plany w dużej mierze zależne od humoru i pogody ducha, uwzględniały użycie konfitur w rogalikach lub na serniku. O ile nie dopadnie ich pleśń czy inne przekleństwo kuchenne.

Faza na chomikowanie zapasów, o której MM wypowiadał się w ostrych słowach zaowocowała tabunem słoików z sosem pomidorowym, suszonymi pomidorami w oliwie i... tymże właśnie, samotnym słoikiem wiśni.

Ostatnio MM był na jakimś spotkaniu biznesowym w jednej z restauracji poznańskich, gdzie zamówił herbatę, a dostał... herbatę, i plasterki cytryny, i konfitury i "jakiś słodki, pachnący przyprawami syrop". I nagle zaczął być amatorem tak podawanej herbaty (jakbym sama to zaproponowana, pewnie by do dzioba nie wziął).

Pyza spędza popołudnie tańcząc, rzucając się na prababcię, gdy ta w końcu znajduje ją w niekończącej się zabawie w chowanego, kotłując z nią na kanapie, razem ścigają kota, przeglądają klocki...

A ja siedzę w kuchni i gotuję syrop imbirowy, w mojej wersji jest to mocno imbirowe ostre coś, w czym imbir jest nie tyle chwilowo moczony, lecz uśmiercany, duszony i do ostatka wyżymany z imbirowego ducha.

konfitura

17:02, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 listopada 2011

Babcia MM przyjaźni się z równie wiekową jak ona sama lekarką (okolice osiemdziesiątki, a to już jest coś). Przyjaciółka Babci wciąż przyjmuje pacjentów, bo, jak już słyszeliśmy niejednokrotnie, jest świetnym lekarzem, chociaż charakter... ma ciężki.

Zlewa to, że czegoś nie może, nie trzyma się wytycznych, żeby nie zlecać badań, mówi prosto z mostu co i jak - a powody ku temu ma częste, bo leczy nawet pijaczków z własnej bramy (no bo gdzie mają iść, jak nie do sąsiadki, nawet jak nawrzuca alkoholikom). Skoro babcia MM twierdzi, że ma ona ciężki charakter to jestem pewna, że to typ wrednego babsztyla :) No, przyjaciółka może tak sądzić. Ale ta pani od dziesięcioleci ratuje życie i zdrowie, no i z MM często sobie dopowiadaliśmy, że taki "potrzebujący" zaciśnie zęby, zniesie przytyki, ale wiernie wykona wszystkie zalecenia.

No i babcia przyjechała do nas z wizytą i opowiada, że jej przyjaciółka mocno zaniemogła. Leczy nadal, ale ciężko jej się chodzi. Pewnego pięknego jesiennego dnia była na jakimś spotkaniu poza miastem, ktoś odwoził ją wieczorem busem i z racji wieku oraz dolegliwości pomagał wysiąść z busa.

I w tej chwili, gdy dwóch młodszych mężczyzn prawie wynosiło pod ramiona panią dochtór z busa, na chodniczku obok stanął jeden z sąsiadów-pijaczków. Zachwiał się pod wpływem wieczornego wietrzyku, powrócił dostojnie do pionu i z wykrzywieniem warg powiedział z satysfakcją:

- Ale się pani najebała )

22:27, julkanabalkonie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 listopada 2011

W pracy, siedzimy w kuchni, kumpela czyta horoskop z metra. Mój znak zodiaku powinien położyć nacisk na relacje z partnerem, zadbać o  niego itp.

Ja: Kurde, czyli co, powinnam spędzić wieczór z MM a nie Heroes 6???? To jakiś żart?

Kumpela: No to masz przerąbane, skoro nawet gwiazdy twierdzą, że za dużo grasz.

17:53, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 listopada 2011

Oglądamy z MM stare odcinki Darii.

"rzeczy, które kupujemy zamordują nas i przejmą panowanie nad światem. Stanie się to w 2007"

...

MM: Jak widać, to się nie zdarzyło.

Ja: A może właśnie zdarzyło. Może przedmioty zamordowały nas, potem wypchały i od 4 lat trzymają nas w swojej kolekcji ku rozrywce.

Pyza na razie jest na etapie dinozaurów, ale sądzę, że za kilka miesięcy przyjdzie czas na dyskusje o art-grozie :)

11:59, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40