Poczytuję:

4 godziny na dobę
dmuchawce latawce
eskapista
Miszelkowy schowek
Jesienne urodziny
Kartonki
Boli Blog
świętojanki
ZUCH próbuje rysować


Kontakt
mój e-mail

RSS
sobota, 11 lutego 2017

Nie rozumiem czytania jednej książki na raz. To znaczy potrafię sobie wyobrazić, że ktoś ma tylko jedną książkę i ją czyta bez zdrad z innymi książkami na boku. Ja mam sporą biblioteczkę i ukochane historie, do których wracam. Wciąż coś kupuję i w zasadzie nie pożyczam.

Mam na przykład Amber i Czarną Kompanię do czytania raz na rok.

Jest kilka książek Kinga do czytania w danej porze roku i też przynajmniej raz w roku do nich wracam.

Mam zbiór romansów Jill Cooper do czytania w wannie.

Do tego książki kucharskie (aktualnie mam na tapecie trzy).

W ciągu ostatniego roku miałam w obiegu Jeżycjadę do czytania podczas karmienia młodego.

Denerwują mnie pytania typu: jak tak możesz czytać jedną książkę kilka razy? Zapominasz o treści? Rety, a do ulubionych piosenek nie wracacie? 

MM: co te książki robią pod łóżkiem? Dziubas sie nimi bawił?

Ja: Czytam

MM: A te koło kominka?

Ja: Czytam z Pyzą.

MM: A w bujaku?

Ja: Czytam, przecież mówię.

MM: To ile czytasz ich na raz?

Ja: Obecnie... około sześciu. Spokojne czytanie dla mnie to stan deficytowy, wiec czytam, kiedy tylko znajdę kilka wolnych chwil. Nie będę ich traciła na bieganie po piętrach i szukanie jedynej czytanej akurat ksiażki.

Czytam naraz więcej książek, niż niektórzy w ciągu roku. A i tak nie doliczyłam tych z kindla.

19:44, julkanabalkonie
Link Komentarze (3) »
środa, 04 stycznia 2017

Razem z średnia siostrą obgadujemy naszą najmłodszą siostrzyczkę.

Ja: No popatrz, najpierw studia, potem praca, zanim na poważnie zamieszkali to wzięli ślub, dopiero po ślubie dziecko, równo rok po ślubie. Nie to co my :)

Siostra: Może nawet je ochrzczą.

Ja: Jedyna porządna w rodzinie!

21:45, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2017

- ...eesc - powiedział Dziubas patrząc na padający za oknem śnieg.

Nie, jeszcze nie mówi. Gaworzy po swojemu a ja nabieram przekonania, że gada w swoim języku, który musi zostać zapomniany, by nauczył się naszego.

Czasem mam ochotę na powrót do pracy, żeby porozmawiać z normalnymi ludźmi. Ale Dziubas braki w słownictwie nadrabia entuzjazmem, jest prawdziwą małą gadułą, więc, no wiecie.... Jeszcze przez trzy miesiące powarzywujemy sobie w naszym małym świecie.

Gapiąc się na śnieg. Kłócąc o śniadanka: gdy ja chcę płatki jaglane, on kanapki a Pyza wcale. Malując łapkami umazanymi kasza esy floresy na szybie. Czekając na panią listonoszkę w progu. Ścigając kota. Czytając z Pyzunią komiksy. Gadając o sposobach rozładowywania zmywarki. Dziubas uwielbia rozładowywać zmywarkę. Załadowywać tez. Stoi na swoich krzywych nóżkach, trzyma jedną rączką dolną szufladę i pokrzykuje władczo, gdy ja staram się wyciągać naczynia tak, żeby dół był obciążony i żeby dzieciak nie rymsnął na podłogę. 

Co tu kryć. Ten świat rządzi się innymi zasadami.

09:12, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 grudnia 2016

Pyza: Jeśli czegoś nie wiem, mogę o to zapytać ciebie, tatusia albo dziadziusia.

Ja: Nauczycieli też! Od tego są! Pamiętaj kochanie, w szkole zawsze możesz o wszystko pytać panią, na tym polega nauka, ty pytasz, pani odpowiada a ty się uczysz.

Pyza: No właśnie nie! Zapytałam ją, czy wie, ile to jest gugol razy gugol i nie wiedziała. Dopiero dziadziuś mi powiedział.

Ja (kurde, co to jest gugol???): I co ci dziadziuś odpowiedział?

Pyza z pewną satysfakcją: Gugol do kwadratu.

...

Dziadziuś zapytany na stronie odpowiedział, że nie miał pojęcia co to jest gugol, ale logicznie wywnioskował, że coś razy coś daje coś do kwadratu. A potem wszyscy (dziadziuś, ja i MM) popędziliśmy sprawdzić, czy istnieje coś takiego jak gugol. Istnieje :)

22:19, julkanabalkonie
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 grudnia 2016

Ubieram się na wigilię firmową: mała czarna, którą dostałam od mamy MM jeszcze w lecie (stwierdziła, że muszę mieć w co się ubrać bez priorytetu do-karmienia), poszukiwania odpowiednio lakierowanej torebki, całych rajstop bez smug kaszy oraz butów.

J; Chyba jednak założę kozaki, w szpilkach nie dam rady prowadzić samochodu.

Mama MM: To załóż kozaki, a na miejscu ściągniesz, kozaki zostawisz w samochodzie i na imprezę w szpilkach.

Ja: Ale tam będzie mnóstwo ludzi i zero miejsca do siedzenia, a te szpilki mają 10 cm! Wszystkie moje szpilki, które pasują do tej obłędnej sukienki mają co najmniej 10 centymetrów. 

Mama MM: Bierz szpilki, mówię ci. Kobieta na imprezie MUSI mieć wejście. 

Ja: Ale co potem?

Mama MM: A to już jak się trafi, nikt nie będzie patrzył, w jakim stanie się wychodzi.

10:12, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2016

Pyza rezygnuje z basenu szkolnego. No szlag mnie trafia, potrafi dobrze pływać, pani powiedziała, że wręcz najlepiej pływa w grupie (jej grupa to w większości chłopcy, bardzo ambitni chłopcy). Ale rezygnuje i już. Bo woli chodzić ze mną na basen a podczas wyjazdów szkolnych trzeba się spieszyć przebierając, można pomylić grupy itp. Mam wrażenie, że obecność jej antagonisty ma też na to wpływ.

Miałyśmy za sobą niejedną przeprawę i stanęło na tym, że Pyz będzie chodziła na basen i jogę ze mną i zajęcia sportowe z MM (MM jeszcze tego nie wie, ale zaraz mu powiem).

Wpadam o świcie do pokoju administratorów w szkole celem odwołania udziału mej córki, patrzę, dwóch okularników gada sobie, rzucają okiem na mnie i jeden z lekką paniką woła:

- Nie ma, będzie za tydzień!

Ja: Ale co?

On: Nie wiem, ale ma pani mord w oczach.

09:38, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 listopada 2016

Dziubas jest jak drops: mały, okrągły i wtacza się zazwyczaj tam, gdzie nie powinien. Trochę było zamieszania z tym jego rodzeniem się, cesarka i tak dalej, szpital na Lutyckiej, którego nie polecam, przez miesiąc chyba codziennie płakałam, bo miałam wrażenie, ze oboje wpadliśmy pod ciężarówkę i cudem ocaleliśmy między dwoma przyczepami. 

Przez to wszystko oraz fakt, że Dziubas dostał wzmożonego napięcia mięśniowego gdzieś tam w głowie otworzył mi się notes z terminami i wymaganiami. Sprawdzam zatem, czy wszystko się odbywa tak, jak ma być. Czy przypadkiem coś złego mu się nie stało. Sam usiadł w wieku 6 miesięcy. 6,5 - raczkuje, wstał, trzymając się szczebelek gdy skończył 7, a po ósmym - zaczął klaskać. Pewnie dlatego, że woli Kosi-kosi od "Pojedziemy na łów". Blokuje się pod krzesłami. Ściga kota. Co dziwne, kot akceptuje obłapianie i radosne parskanie nad uchem. Wybebesza pyzowy plecak. Jada kapryśnie. Wygłasza obraźliwe przemowy (co z tego, że gaworząc, ich ton jest obraźliwy). Podśpiewuje nawet na pogrzebie. Zaczepia starsze panie w autobusie. Prowadzi nieustanne doświadczenia w zakresie zrzucania: aktualnie testuje nasze ażurowe schody.

- Było znacznie łatwiej, zanim Dziubas sie urodził - narzeka Pyza

- Wiem, ty wstawałaś najprędzej o 7, nawet gdy miałaś rok.

To, że Dziubas budzi siebie i mnie o 5-6 rano jest na pewno jakimś kosmicznym nieporozumieniem. Ktoś mi kiedyś za to odpowie.

drops

21:35, julkanabalkonie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 listopada 2016

Szykujemy się z Pyzą na jogę rodzinną. Karmie Dziubasa, który zostaje pod troskliwą opieką taty, szukam legginsów, skarpetek itp. Pyza idzie pierwszy raz i ma lekkie opory, choć od kilku miesięcy mówi, że chciałaby chodzić ze mną. Widać, że myśli intensywnie nad tematem.

Pyza patrzy na mnie uważnie i oświadcza:

- Musisz uważać, przede wszystkim nie powinnaś stawać na głowie.

- Ale dlaczego???

- Bo ci mleko może spłynąć do mózgu.

10:28, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 października 2016

Miesiąc temu sprowadzili się do Poznania dziadkowie Mojego Mężczyzny.

Dziadek skończył niedawno 90 lat a babcia 86, więc dla nich przeprowadzka była dużym wyzwaniem, zostawili w Z. znajomych, działkę, mieszkanie. Tu przeprowadzili się, żeby być z "dziećmi", bo rodzice MM też się przeprowadzają, żeby zamieszkać z nami. Stajemy się dużą, wielopokoleniową rodziną, niedzielne obiady zaczynają być wyzwaniem, zwłaszcza, gdy przyjeżdża siostra MM z narzeczoną, moje siostry i mama, przyjaciele.

Babcia MM, o czym już chyba pisałam była za swoich najlepszych lat (tak sama określa lata gdy uczyła w liceum) straszną cholerą, co zgodnie potwierdza moja mama, mamy moich koleżanek, mama MM i sama babcia. Straszną, ale głównie dla dziewczyn. Każdy chłopak, który był wygadany, w miarę inteligentny i przystojny miał u niej duże względy. 

Dziadkowie zamieszkali w naszym starym mieszkaniu na Chrobrego, "odziedziczyli" przychodnię, moją dawną fryzjerkę, pana i panią z warzywami na ryneczku, piekarnię i cukiernie. Babcia dokładnie wypytywała, u kogo warto robić zakupy i, jestem przekonana, zrobiła szereg testów w obu cukierniach. 

Dwa tygodnie temu MM wrócił z odwiedzin u babci i z tajemniczym półuśmieszkiem poinformował mnie:

- Babcia była u lekarza rodzinnego. Młody, przystojny i taaaaaki uprzejmy.

Zachichotał.

- I co, i co, i co??? - chciałam wiedzieć

- Babcia powiedziała tylko, ze jej serce rośnie, gdy patrzy na takich zdolnych, miłych chłopców. Od razu jej się jej dawni uczniowie przypomnieli.

Dziś babcia przyjechała do nas, bo postanowiłyśmy sobie zrobić dzień gotowania pierogów ruskich. Z samego rana ugotowałam ziemniaki i zagniotłam ciasto, wyciągnęłam Pyzę z łóżka (zawalone komiksami tak, że czułam się jak spychacz) i ogólnie nastawiłam się na aktywny dzień, po którym trzeba będzie dużo sprzątać :)

Babcia, w fartuszku i z warstwą różowej szminki na ustach zapędziła prawnuczkę do lepienia pierogów opowiadając przy tym, jak ona sama uczyła się tej trudnej sztuki od ciotki przadziadka. Między naszymi nogami raczkował Dzidek, który uznał widać, że nie ma imprezy bez jego udziału. 

Potem usłyszałam obszerną relację o miłej pani fryzjerce, o różnicach między ciastami w cukierniach także. Już prawie tupałam z niecierpliwości, choć tupanie byłoby mocno metaforyczne, bowiem podłoga nieco lepiła się od ziemniaków, które rozwlókł Dzidek, gdy babcia wypaliła:

- Mam też nowego pana doktora. Taki przystojny, miły i uczynny. Jestem z niego niezwykle zadowolona.

- Babciu, a czy ten ideał przynajmniej dobrze leczy?

- Tego to nie wiem, Juleczko, tylko mam jeden problem. I to duży problem.

Zastrzygłam uszami, czekając na informację o niemiłej pielęgniarce, ograniczonych godzinach pracy tego przystojnego pana doktora czy nawet zazdrości dziadka, gdy babcia wypaliła:

- No bo powiedz mi, jak mam z takim miłym, przystojnym chłopcem rozmawiać o hemoroidach?

No, to jest prawdziwy problem.

22:37, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 października 2016

Kilka lat temu, tuż po przeprowadzce do naszego nowego, czystego (wówczas) i przestronnego domu zbliżało się Halloween. W zasadzie to był 31.10 i około godziny 15, siedząc w pracy i odpisując niemrawo na e-maile zgadałam się z kumpelą, potem kolejną i tym sposobem urządziliśmy imprezę halloweenową na ostatnią chwilę. Kumpel przywiózł dynie - kupił od rolnika na polu, my z MM pędziliśmy co sił do domu, bo już czekali goście. Było super: bez zadęcia, z tym, co ludzie zdołali upolować w sklepie. 

Rok temu impreza wskoczyła na wyższy poziom, bo kolega przyniósł wyrzynak czy coś takiego dziwnego do wycinania skomplikowanych wzorów w dyni - nasze dynie były naprawdę odjechane, ze smokami i czarownicami na miotle.

Jako, że mamy rodzinne inklinacje do przebieranek, przebieramy się wszyscy. Impreza na-ostatnią-chwilę przestała taką być, ale staramy się zachowywać pozory, czyli ja wysyłam zaproszenia 3-4 dni przed i staram się upiec nie więcej niż dwa ciasta.

Pyza: Mamo, za co przebierzesz się w tym roku na Halloween?

Ja: Pewnie za kota, założę krótkie spodenki i zawinę włosy w dwa kucyki

Pyza: Ale mamo.... zapomniałaś Rok temu byłaś przebrana za kota!

Racja, rok temu byłam ciężarną kotką.

Pyza: Przebierzesz się za czarownicę!

Ja: No w sumie...

Pyza: To nawet będzie pasowało, bo jesteś mądra, piękna, uwielbiasz gotować. No i masz kota. 

Ja: eeee..... (kiedyś będę znana z popisów elokwencji, ale mnie zatkało, gdy moje dziecię wygłosiło to tak jednym tchem)

Pyza: Możemy go pomalować na czarno?

Ja: yyyy... nie...?

Pyza (stanowczo): A Dziubas będzie dynią, nawet jest podobny.

....

Jestem czarownicą. Marzenia się spełniają :)

21:43, julkanabalkonie
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53